W katowickim więzieniu, mieszczącym się przy ulicy Mikołowskiej, czynna była gilotyna, na której wykonywano wyroki śmierci na ludności polskiej ze Śląska, Zagłębia Dąbrowskiego i Podbeskidzia. Hitlerowcy uciekając z Katowic pod koniec stycznia 1945 r. zakopali ją nocą na cmentarzu w pobliskich Bogucicach.

Prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, Mirosław Domin, zamierza obecnie zrealizować przy pomocy pracowników telewizji katowickiej film na temat ponurej i tragicznej historii tej gilotyny, równocześnie zamierza zabiegać o to, żeby wróciła ona do Katowic, bowiem po wojnie władze przekazały ją do Muzeum oświęcimskiego. Tam dzisiaj rozłożona na części leży w muzealnym magazynie i mało kto o niej wie.
Odnaleziona po wojnie gilotyna przez kilka lat stała na strychu budynku Wojewódzkiej Komendy Milicji Obywatelskiej w Katowicach. Najprawdopodobniej jeszcze w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku przekazano ją do zbiorów Muzeum Oświęcim-Brzezinka.

Państwowe Muzeum Oświęcim-Brzezinka (obecnie Auschwitz-Birkenau) przejmując ten unikalny eksponat, sporządziło protokół, w którym m.in. odnotowano:
Gilotyna złożona z trzech części: metalowego obramowania z ostrzem na prowadnicach, skórzanym pasem oraz mechanizmem korbowym i drewnianym elementem z otworem na szyję. Jest również pojemnik na głowę o wymiarach 41 na 51 cm i prycza o długości 136 cm. Ostrze ma ciężar 51 kilogramów, wysokość gilotyny wynosi 235 cm.
Od października 1941 r. do stycznia 1945 r. w katowickim więzieniu ścięto na niej 552 osoby, w tym 48 kobiet. Gilotyna działała jeszcze na kilka dni przed wejściem do miasta żołnierzy sowieckich. Nie wiadomo dokładnie, kim były wszystkie jej ofiary, bowiem hitlerowcy spalili większość szczegółowej dokumentacji, ale w katowickim Urzędzie Stanu Cywilnego pozostały spisy zamordowanych. Wiadomo, że ścięto na niej m.in. ks. Jana Machę i publicystę dr. Pawła Musioła.
Gilotyna ta stała w osobnym parterowym budynku z czerwonej cegły, który przylegał do gmachu więzienia w Katowicach. Mjr Zygmunt Walter-Janke, ostatni komendant Okręgu Ślaskiego AK, w swoich wspomnieniach napisał w oparciu o relacje świadków:
Atmosfera grozy i lęku dochodziła szczytu co noc między godz. 22:00 i 24:00. W tym czasie wyprowadzano skazańców na egzekucję. Odbierano im ubranie, dając w zamian papierową koszulę. Przed egzekucją skazańca strzyżono i wygalano mu szyję. Zakutego w kajdany wprowadzano do izby straceń.
Na tej gilotynie miał być także stracony ks. Franciszek Blachnicki, po wojnie założyciel Ruchu Światło-Życie, który urodził się w 1921 r. w Rybniku. Miał zaledwie 19 lat, gdy ujęło go gestapo. Najpierw trafił do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 1201 . Po kilkunastu miesiącach pobytu w tym obozie otrzymał wyrok śmierci przez ścięcie. Siedział pięć miesięcy w katowickiej celi więziennej, czekając na jego wykonanie. Był u kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Obiecał sobie wtedy, że jeśli przeżyje, zostanie księdzem i życie poświęci Bogu – młodego Polaka ułaskawiono. Z powrotem wrócił do obozu, przeszedł ich jeszcze kilka. Wiosną 1945 r. uwolnili go żołnierze amerykańscy w jednym z nich na terenie Niemiec.
Ks. Franciszek Blachnicki zawsze sprzeciwiał się totalitaryzmowi. Stan wojenny w 1981 r. zastał go poza granicami kraju. Osiadł w Carlsbergu w Niemczech, gdzie zmarł w 1987 r.
Gilotyna katowicka jest także związana z historią KL Auschwitz, bowiem ciała ściętych w Katowicach przywożono do krematoriów w KL Auschwitz i tam spalano. Muzeum Auschwitz-Birkenau posiada nawet w swoich zbiorach rysunek żydowskiego więźnia z Francji, członka Sonderkommando, Davida Olere, na którym widać, jak z ciężarówek znoszone są do krematorium ciała w skrzyniach, a obok leżą odcięte głowy.
Głównym bohaterem obecnie realizowanego filmu z inicjatywy Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem będzie wspominany już ks. Jan Macha, pochodzący z Chorzowa Starego, który został zgilotynowany w katowickim więzieniu w nocy z 2 na 3 grudnia 1942 r.

Ostatnia wola zamordowanego została przez niego zapisana w następujący sposób:
Pogrzebu mieć nie mogę, ale urządźcie mi na cmentarzu cichy zakątek, żeby, od czasu do czasu, ktoś o mnie wspomniał i zmówił za mnie Ojcze Nasz (…)
Pogrzebu rzeczywiście nie było a zwłoki ks. Jana Machy, który miał zaledwie 28 lat, zostały przewiezione do Oświęcimia i spalone w obozowym krematorium nr 1.
Po wojnie, zgodnie z wolą ofiary hitlerowskiej przemocy, na cmentarzu przy kościele w Starym Chorzowie, urządzono „cichy zakątek” i dokonano symbolicznego pochówku ks. Jana Machy. W tym miejscu umieszczono czarną tablicę z wielkim krzyżem a na niej napis:
Przechodniu! Ciała mojego tu nie ma, ale odmów Ojcze Nasz za spokój mojej duszy.
Adam Cyra
Oświęcim, 9 sierpnia 2010 r.
=================
W czerwcu 2026 r. otrzymałem interesujący mail,
który poniżej zamieszczam w całości:
Przeczytałam Pana artykuł „Katowicka gilotyna w zbiorach Muzeum”.
Długo zastanawiałam się czy do Pana napisać, bo sprawa jest skomplikowana i delikatna, ale chyba nadszedł najwyższy czas żeby sprawę uporządkować.
W swoim artykule opisał Pan pięknie historię ludzi straconych na gilotynie w więzieniu w Katowicach.
Do artykułu dołączono zdjęcia gilotyny sugerując, że jest to gilotyna katowicka tzw. „czerwona wdowa”, ale to nie jest gilotyna z więzienia z Katowic.
Gilotyna którą Pan umieścił w artykule pochodzi z Poznania z więzienia przy ul. Młyńskiej 1.
Na tej poznańskiej gilotynie którą błędnie Pan określa jako katowicką został stracony w 1940 roku mój dziadek Michał Maliszewski i jego przyjaciele.
Od wielu miesięcy poszukuję dokumentacji do tej gilotyny, zebrałam sporo materiałów, ale najważniejsze są zdjęcia gilotyny zrobione w lutym 1945 roku podczas wizji lokalnej w więzieniu w Poznaniu na ul. Młyńskiej. Zdjęcia te dokładnie pokazują, że gilotyna określana dziś jako katowicka w 1945 roku stała na ul. Młyńskiej.
Inna gilotyna, niekompletna stoi w Poznaniu w Forcie VII i to ta właśnie gilotyna jest gilotyną z więzienia w Katowicach na której zgilotynowany został m.in. ks. Jan Macha.
Skąd to wiem, otóż w 1945 roku zrobiono zdjęcie gilotyny katowickiej i po porównaniu tego zdjęcia ze zdjęciem gilotyny obecnie stojącej w Poznaniu w Forcie VII widać, że są to te same gilotyny.
W Polsce podczas okupacji działały 3 gilotyny: we Wrocławiu, Poznaniu i w Katowicach.
Gilotyna wrocławska jest starszym modelem niemieckiej gilotyny jest to tzw. gilotyna Mannhardta. Gilotyna ta była b. wysoka i nie mieściła się w standardowych pomieszczeniach dlatego egzekucje na niej wykonywano na podwórku więziennym. Po wojnie gilotyna z Wrocławia została wywieziona do Muzeum w Kijowie gdzie stoi na wystawie do dziś.
Gilotyna poznańska została uruchomiona w czerwcu 1940 roku. Głównym katem który wykonywał egzekucje na tej gilotynie był Gottlob Bordt. W styczniu 1945 roku Niemcy przeprowadzili ewakuację więźniów pozostawiając nienaruszoną „celę śmierci”. Po wejściu do Poznania Armii Czerwonej odkryto katownię, zrobiono wizję lokalną i wykonano serię zdjęć i filmów ukazujących wygląd zarówno samego pomieszczenia jak i gilotyny, szubienic i pieńka do ścinania głowy. Zdjęcia poznańskiej gilotyny może Pan obejrzeć na stornie CYRYL – Cyfrowe Repozytorium Lokalne w Poznaniu.
Gilotyna katowicka została uruchomiona bodajże na jesieni 1941 roku czyli rok po gilotynie poznańskiej. Czytałam opowieści o zakopaniu gilotyny na cmentarzu w Bogucicach i dostarczeniu jej na komendę MO w Katowicach. Moim zdaniem to bajka. Pewne jest natomiast to, że katowicka gilotyna jest obecnie niekompletna, brakuje jej stołu, kubła na głowę i blachy osłaniającej nóż.
link do artykułu TVS o katowickiej gilotynie – https://tvs.pl/jej-ofiara-padl-ks-jan-macha-oraz-co-najmniej-551-innych-wiezniow-mowa-o-czerwonej-wdowie/
Zawarte w tym artykule zdjęcie z 1945 roku przedstawia gilotynę katowicką tą która stoi obecnie w Poznaniu w Forcie VII.
Skąd mam pewność, że gilotyny zostały zamienione? Otóż gilotyna poznańska i gilotyna katowicka różnią się tak wieloma szczegółami, że każdy kto im się dokładnie przyjrzy widzi, że to są dwa różne urządzenia. Różni się stelaż z nożem, różni się koło zębate w obu urządzeniach, ale co bardzo istotne na zdjęciach gilotyny poznańskiej wykonanych w 1945 roku blacha chroniąca kata przed opryskaniem krwią skazańca posiada charakterystyczne wygięcie blachy. To samo wygięcie znajduje się na gilotynie stojącej obecnie w Muzeum Śląskim i podpisanej że jest gilotyną z więzienia z Katowic. Ta sama blacha na gilotynie z Fortu VII nie posiada żadnych uszkodzeń. Również drewniany stół na którym kładziono skazańca ma unikalne rysy i słoje które dostrzec można na zdjęciach z 1945 roku gilotyny z Poznania i gilotyny obecnie stojącej w Muzeum Śląskim.
Oprócz zdjęć dysponuję dokumentacją gilotyn zawierającą niepewny opis i pokreślone numery muzealne co świadczy, że ewidentnie manipulowano przy dokumentacji gilotyn.
Pozostaje jeszcze to najważniejsze, PRAWDA HISTORYCZNA!
Historia nr 1
Dotyczy 12-letniego chłopca, pół sieroty którego matka wraz z rodziną została stracona przez hitlerowców 11 VII 1942 roku na gilotynie na ul. Młyńskiej w Poznaniu.
To przejmująca opowieść syna który przedśmiertny list od matki nosił przy sobie miesiącami aż list się rozpadł, jak sam mówi grób ojca to jest jedyne co mu po krewnych zostało.
Było też inne miejsce które odwiedzał co roku jak sam mówi:
„PRZEZ WIELE LAT 1 LISTOPADA ZAWSZE ŚWIECZKĘ ZAPALAŁEM POD TĄ GILOTYNĄ KTÓRA BYŁA W MUZEUM W FORCIE VII”
tym chłopcem który stracił matkę na gilotynie a później żeby poczuć chociaż jej obecność jeździł do miejsca, gdzie stała gilotyna bo myślał że to na niej straciła życie był Stefan Mroczkowski, polski reżyser telewizyjny, wieloletni twórca poznańskiego ośrodka TVP.
Poniżej link do relacji p. Stefana Mroczkowskiego
proszę przesłuchać całości, ale ta część o gilotynie jest od 23 minuty
https://historiamowiona.poznan.pl/swiadectwa/sielanka-zaniemysla-tragedia-wojny.
Historia nr 2
dotyczy wnuczki która aby poznać historię śmierci swojego dziadka od wielu miesięcy podąża jego śladami, zbiera materiały związane z wykonywaniem wyroków śmierci w poznańskim więzieniem przy ul. Młyńskiej.
Wnuczka ta podobnie jak p. Stefan Mroczkowski odwiedziła Fort VII ale w przeciwieństwie do p. Mroczkowskiego wiedziała, że gilotyna która tam stoi nie jest gilotyną z ul. Młyńskiej na której zginęli bliscy p. Mroczkowskiego, jej dziadek i jego przyjaciele.
Są też historie rodzin których bliscy zostali zgilotynowani w Katowicach pewnie też odwiedzają Muzeum Śląskie gdzie stoi wypożyczona z Oświęcimia gilotyna myśląc, że to właśnie na niej zgilotynowano ich krewnych.
Pewnie dla wielu osób odwiedzających Fort VII i Muzeum Śląskie w Katowicach nie ma znaczenia która gilotyna gdzie stoi i jak jest podpisana, dla nich gilotyna to gilotyna.
My bliscy ofiar które zginęły na Młyńskiej nie mamy grobów. Nasi bliscy nie tylko zostali zgilotynowani ale zbezczeszczono ich ciała robiąc na nich różne eksperymenty, paląc ciała i mieszając prochy aby zatrzeć ślady morderstwa. Dlatego tak ważna jest dla nas ta gilotyna. Ta ostatnia rzecz którą widzieli nasi kochani przed śmiercią.
Zwracam się więc do Pana jako znanego historyka o sprostowanie Pana artykułu i pomoc w nagłośnieniu tej sprawy. Nie może być tak, że błędnie podpisane gilotyny fałszują historię.
W razie potrzeby służę zdjęciami porównawczymi gilotyn oraz zebraną dokumentacją.
Barbara Karmanowicz
Wprawnym Okiem Historyka
[…] Katowicka gilotyna jest także związana z historią KL Auschwitz, bowiem ciała ściętych w Katowicach przywożono do krematoriów w KL Auschwitz i tam spalano. Muzeum Auschwitz-Birkenau posiada nawet w swoich zbiorach rysunek żydowskiego więźnia z Francji, członka Sonderkommando, Davida Olere, na którym widać, jak z ciężarówek znoszone są do krematorium ciała w skrzyniach, a obok leżą odcięte głowy. […]