Zmasakrowana historia KL Auschwitz

W dniu 13 maja 1901 roku, 125 lat temu, urodził się Witold Pilecki, którego bohaterstwo próbuje podważać Michał Wójcik w swojej książce „Zemsta. Zapomniane powstaniaw obozach zagłady Treblinka, Sobibór, Auschwitz-Birkenau”,  wydanej pięć lata temu i zapewne nadal dostępnejw księgarniach. Autor opisał w niej prawdziwe postaciei wydarzenia, ale na podstawie przypadkowo dobranych źródeł, a w dodatku bardzo tendencyjnie je zinterpretował. Dotyczy to przede wszystkim rozdziałów, których bohaterami są więźniowie KL Auschwitz – rotmistrz Witold Pilecki i lekarz obozowy dr Władysław Dering, którego pamiętniki nie zostały dotychczas opublikowane.

Michal Wojcik, polski historyk i dziennikarz

 

Na okładce książki „Zemsta. Zapomniane powstania w obozach zagłady Treblinka, Sobibór, Auschwitz-Birkenau” można przeczytać, że powstała w oparciu o wnikliwe badania, oraz że autor zawarł w niej interesujące „wątki poświęcone rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu” oraz opisał „kontrowersyjną kwestię pomocy Żydom ze strony AK i struktur państwa podziemnego”. Jednak już na wstępie rozdziału poświęconego Pileckiemu (pt. „Czego nie maw raporcie Pileckiego”), popełnia dwie skandaliczne pomyłki, świadczące o powierzchownej znajomości tematu. Pilecki bowiem nie został schwytany na warszawskim Żoliborzu 19 października 1940 r. i przywieziony jeszcze w tym samym miesiącu do KL Auschwitz, lecz stało się to miesiąc wcześniej. Nie uciekł też z obozu – jak pisze autor – w marcu 1943 r., lecz miesiąc później – w kwietniu 1943 r.

Błędów w ledwie 12-stronicowym rozdziale, który ma ujawnić, że Pilecki w swoim raporcie rzekomo coś ukrył, jest znacznie więcej. Np. opisywany w nim Mieczysław Januszewski nie był oznaczony numerem 68, lecz 711,a więzień Hipka przybył do obozu nie w grudniu 1942 r., lecz 25 października tego roku. W dokumentacji figuruje nie jako Hanoch Hipka, lecz Elias Hipka (nr obozowy 75007).

ZMYŚLONE OPARZENIA ROENTGENEM

Michał Wójcik bardzo dowolnie interpretuje źródła historyczne, wykorzystując je w taki sposób,  by pasowały do jego własnych tez, które postanowił udowodnić. Dotyczy to m.in. opisu  działalności dr. Władysława Deringa, lekarza w  KL Auschwitz, przedstawionego  przez tego  autora w bardzo złym świetle.  Wójcik pomija np. pozytywną opinię na temat dr. Deringa Aleksandra Góreckiego (nr 18406), który najpierw był pacjentem szpitala obozowego, a potem został w nim sanitariuszem. W powojennym oświadczeniu Górecki napisał:

Obserwując od strony pacjentów stosunek dr. Deringa do chorych stwierdzam, że był on bez względu na narodowość czy pochodzenie pacjenta rzeczowy. (…) Po okresie choroby zostałem zatrudniony w szpitalu jako flegier i mogłem dokładnie obserwować pracę ob. Deringa. (…) Jako kierownik całego szpitala zrobił dużo dobrego. (…) Jest mi wiadomo, że w licznych wypadkach ob. Dering ratował kolegów od gazu, od zastrzyków z fenolu, że przechowywał w szpitalu działaczy ruchu oporu, że wyciągnął z narażeniem się, kolegów z karnych lub ciężkich transportów”.

Z oświadczenia Góreckiego Wójcik wybrał jednak tylko następny fragment: „Wiadome mi jest, że tenże ob. Dering z polecenia niemieckiego, w jego obecności dokonywał kastracji Żydów i Żydówek, że był wzywany przez niemieckiego profesora na blok 10, gdzie odbywały się doświadczenia na kobietach, co robił tam, nie wiem, na tę okoliczność może zeznawać dr Brewda, która na tym bloku była lekarką.”

Polska Żydówka, dr Alina Brewda (nr 62761), po wojnie lekarka Polikliniki Centralnej Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a także Felicja Pleszowska (nr 29875) zeznały, że w listopadzie 1943 r. w bloku nr 10 dr Dering zoperował 12 greckich Żydówek, niedbale i w pośpiechu, co spowodowało ich zdaniem śmierć dwóch z nich. Wójcik o tym pisze i ten przekaz zapewne jest bliski prawdy, choć dr Dorota Lorska (w obozie Sława Klein, nr 52325) twierdzi, że po operacji wskutek krwotoku wewnętrznego zmarła tylko jedna kobieta.

Przed eksperymentami sterylizacyjnymi greckie więźniarki miały być przez dr. Deringa naświetlone promieniami Roentgena do tego stopnia, że u niektórych obrażenia sięgały do kości ogonowej. W przypisach w swojej książce Wójcik podaje źródło tej informacji, lecz całkowicie ją zmyśla, bo Felicja Pleszowska w zeznaniu z 24 października 1946 r. wprawdzie wspomina o tych oparzeniach, lecz nie uznaje Deringa za ich sprawcę.

W rzeczywistości naświetlania przeprowadzał lekarz SS, dr Horst Schumann, w baraku nr 30 w obozie kobiecym w Birkenau. Źródłem, które potwierdza, że dr Dering w tych zbrodniczych naświetlaniach nie uczestniczył jest zeznanie Jakuba Wolmana (nr 33611): „W Brzezince znajdował się Roentgen, w którym sterylizowano mężczyzn w celu eksperymentalnym. Robiły to siły niefachowe, aczkolwiek roentgenował lekarz SS-man i bardzo często używał dawki zbyt wielkiej. Skutkiem tego powstawały poparzenia nie tylko moszny, ale także uda. Powstawały wielkie i trudno gojące się rany i większość tych ludzi już po pierwszym zabiegu szła do gazu. Tych, którzy przeżyli te naświetlania posyłano na blok 21 i kastrowano”.

Innych zarzutów na niewłaściwe postępowanie dr. Deringa więźniarki: Brewda, Pleszowska i Lorska nie przytaczają.

KTO OPOWIADAŁ „DROBIARSKIE DOWCIPY”?

Prowadząc rozważania oparte w dużej mierze na nieprawdziwych przesłankach, Michał Wójcik pisze o dr. Deringu tak: „Członek konspiracji, można powiedzieć jej filar – staje się w obozie najbliższym współpracownikiem oprawców”.

W ten sposób oskarża również rtm. Pileckiego, który po ucieczce z obozu napisał bardzo pozytywną opinię na temat Deringa (Raport „W”), uznając go za filar konspiracji w Auschwitz. Prawdą jest, że w obozie Dering był źle postrzegany, ale głównie przez więźniów, reprezentujących lewicę socjalistyczno-komunistyczną, którym uniemożliwiał przejęcie kontroli nad szpitalem. Więźniowie ci – m.in. Józef Cyrankiewicz (nr 62933) i wspomniana dr Brewda – rozgłaszali o nim negatywne opinie również po wojnie.

Witold Pilecki, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Wójcik bezkrytycznie się na nie powołuje. Z pełnym przekonaniem pisze np., jakoby dr Brewda „Potwierdziła, że dr Dering miał drugie oblicze. Był nie tylko gorliwym wykonawcą niemieckich poleceń, był oprawcą”.

Zarzuty wobec dr. Deringa stają się jeszcze mocniejsze, kiedy Wójcik pisze, że uczestniczył on w masowej kastracji Żydów i Żydówek. „Wyciąłem dziś 20 jaj młodym Żydom. Wiele jaj na jajecznicę” – to słowa Deringa wypowiedziane przy kolejnym pacjencie. Jak widać, miał słabość do drobiarskich dowcipów. W szpitalu po kastracji leżały setki i tysiące ofiar” – pisze Wójcik.

Czy rzeczywiście Dering miał skłonność „do drobiarskich dowcipów”?  Zapewne nie. Zaprzecza temu Dawid Szarbel (nr 83397), który w swojej relacji twierdzi, że opowiadali je lekarze-esesmani podczas operacji kastracyjnych.

„Sufit składał się z tafli lustrzanych, tak, że cały przebieg zabiegu operacyjnego mogłem obserwować – relacjonował Szarbel. – Prócz pielęgniarzy (Krankenpfleger), którzy podawali narzędzia wedle wskazówek Deringa, znajdowała się większa ilość niemieckich oficerów, którzy z ciekawością przyglądali się operacjom i robili ironiczne uwagi, że dzisiaj będzie duża ilość jaj na jajecznicę. Wycięte jądra składano do szklanych słojów (…)”.

MORDOWAŁ CZY RATOWAŁ?

Władysław Dering, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Michał Wójcik oskarżając dr. Deringa powołuje się na oświadczenia żydowskich świadków, poddanych zbrodniczym zabiegom kastracyjnym przez tego lekarza „oprawcę”. Są nimi: wspomniany Szarbel i Hipka. Szarbel, który po wojnie pracował UB w Żarach (woj. lubuskie), na przedstawionej mu fotografii Deringa, rozpoznał go jako lekarza, który rzekomo na początku 1943 r. usunął mu lewe jądro. Przeczy temu cenne źródło, obozowa książka chirurgiczna, w której znajduje się informacja, że do operacji tej doszło 28 maja 1943 r. Przeprowadził ją dr Jan Grabczyński (nr 83864), a jego pomocnikiem był pielęgniarz Zygmunt Skibiński (nr 6763). Dr. Deringa przy niej nie było.

Z kolei Elias (Hanoch) Hipka, polski Żyd z Będzina, mieszkający po wojnie w Izraelu, zeznał, że podczas pierwszej operacji operował go oficer SS, a asystował mu Dering, który w pewnym momencie miał powiedzieć: „Proszę niech pan mnie też pozwoli zerżnąć świnię”, po czym – według oświadczenia Hipki – usunął mu jedno jądro, a po kilku miesiącach również drugie”.

Książka chirurgiczna potwierdza, że Hipkę 24 czerwca 1943 r. operował SS-Obersturmbannführer Friedrich Entress, a drugim operatorem był dr Dering, który swoim grubiańskim zachowaniem przypuszczalnie uratował mu życie, kończąc pomyślnie operację nieprawidłowo wykonywaną przez esesmana. Dopiero drugą operację 1 listopada 1943 r., podczas której Hipce usunięto prawe jądro, przeprowadził dr Dering
z dr. Zbigniewem Sobieszczańskim (nr 77022).

O CZYM WIEDZIAŁ ROTMISTRZ PILECKI?

Kiedy doszło do tych operacji rotmistrza Pileckiego w Auschwitz już nie było, uciekł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Nie mógł więc o nich wiedzieć. Wójcik pyta jednak z odrobiną kpiny: „Czy wiedział o udziale „Dziunka” [Deringa] w masowej sterylizacji kobiet i mężczyzn?”. I niby usprawiedliwiając Pileckiego dodaje: „Na tę chwilę przyjmijmy, że nie. Zdecydowana większość operacji miała bowiem miejsce w 1943 i 1944 r. Musiał jednak wiedziećo czymś innym”.

I tu pada zarzut współpracy Pileckiego z kolejnym zbrodniarzem wśród więźniów. Pisze Wójcik, że obok Deringa w pierwszej górnej „piątce” organizacji konspiracyjnej stworzonej w KL Auschwitz przez rotmistrza, znalazł się również oficer Wojska Polskiego, Alfred Stössel (nr 435).

Rzeczywiście Stössel był członkiem konspiracji obozowej, noszącej nazwę Organizacja Wojskowa, ale nigdy nie należał do pierwszej „piątki”, ani do żadnej z czterech następnych, utworzonych przez Pileckiego. Rotmistrz nie potwierdza tego w Raporcie „W” z 1943 r., przygotowanym dla Komendy Głównej Armii Krajowej.  Jednak przeczy sobie w raporcie z 1945 r. lub ten raport został źle odczytany przez historyków, twierdząc, jakoby w skład pierwszej górnej „piątki” wchodził Stössel. W rzeczywistości oznaczony w tym raporcie numerem 4 powinien być Eugeniusz Obojski (nr 194), a nie Stössel. Wójcik różnicy w obu raportach Pileckiego – z 1943 r. oraz z 1945 r. – nie dostrzegł. Natomiast zarzucił rotmistrzowi tuszowanie sprawy Stössla, który pracując jako sanitariusz
w szpitalu obozowym zabijał chorych więźniów fenolem. Tuszowania zbrodni przez Pileckiego dopatrzył się w raporcie z 1945 r. w słowach rotmistrza, który stwierdził, że Stössel
„miał pewną przykrą manię”.

Wójcik po przytoczeniu tych słów pełen wzburzenia, poddaje Pileckiego druzgocącej krytyce: „To straszne zdanie. Jest krótkie i enigmatyczne, choć wyrwane z kontekstu traci swoją grozę. Jednak gdy wiemy już, o co chodzi, wali jak obuchem w głowę. Niestety, padło i uwiera. Uwiera nieznośnie. Przecież ta „przykra mania” Stössla to zabijanie współwięźniów”.

Dalej, chcąc ostatecznie zohydzić postać rotmistrza stwierdza: „Pilecki przyznał zatem, że o tym wiedział, znał prawdę o wysługiwaniu się nazistom i generalnie nie przeszkadzało mu to. Wyraźnie bagatelizował ten proceder. Sugerował,że w zbożnym dziele budowania ruchu oporu szpilowanie słabych to drobnostka”.

Warto przytoczyć w całości wypowiedź Pileckiego na temat Stössla z raportu z 1945 r.: „Ostatnio 4 (Alfred Stössel) miał przykrą manię, lecz trzeba mu oddać sprawiedliwość, że dzielnie znosił tortury-badania w bunkrach i nie powiedział ani słowa, choć wiedział bardzo wiele”.

Pilecki wiedział, że opinie o Stösslu wśród więźniów były różne. Z jednej strony miał on zasługi dla obozowej Organizacji Wojskowej, a z drugiej współdziałał w zabijaniu chorych więźniów zastrzykami z fenolu. Jego postępowanie dla Pileckiego było niezrozumiałe, dlatego zapewne nazwał je „przykrą manią”.

Stössel nie przeżył. Czesław Sowul (nr 167) wspomina, że stało się to w wyniku donosu więźniów, którzy przekazali do obozowego gestapo, jakoby miał on powiązania z Leonem Kukiełką (nr 16465), jednym z pięciu organizatorów buntu więźniów podczas egzekucji 28 października 1942 r. Stössel został osadzony w bunkrze bloku nr 11 i rozstrzelany pod Ścianą Straceń 3 marca 1943 r.

Wójcik powołuje się na relację byłego więźnia Stanisława Głowy (nr 20017), przechowywaną w IPN, jakoby „Stössel przy pomocy zastrzyków fenolowych zabił około 4000 więźniów, co z pewnością jest wielokrotnie wyolbrzymione. Natomiast dr Dering miał zgładzić około 1000 więźniów” – co jest zupełną nieprawdą. Te dane nie znajdują potwierdzenia w żadnych innych źródłach.

WARUNKI SĄ WYJĄTKOWE

Władysław Bartoszewski (nr 4427), któremu dr Dering wraz z dr Edwardem Nowakiem (nr 447) uratował życiew Auschwitz, opowiadał o nim: „Stawał co dzień przed strasznymi dylematami. Kogo ratować? Tego, co cierpi, czy tego, kto ma szansę przeżycia? (…) Wykonać rozkaz esesmana czy odmówić z pobudek moralnych i wydać na siebie wyrok śmierci? Tego nie rozstrzygnie w sposób jednoznaczny żaden ludzki sąd”.

Wójcik wie jednak wszystko lepiej. Według niego dr Dering mógł nie wykonywać poleceń SS, ale wykonywał je, ponieważ był ich gorliwym wykonawcą i oprawcą. Oskarżyciel dr. Deringa stawia mu bardzo poważne zarzuty, ale w ogóle nie przeczytał jego wspomnień. A warto oddać głos oskarżanemu doktorowi:

Po południu Schumann wrócił do szpitala z lekarzem naczelnym Entressem i wezwali mnie do Arztzimmer – pokoju lekarza, Entress jako mój bezpośredni przełożony oświadczył mi, że z rozkazu głównego komendanta oddaje salę operacyjną wraz z całym personelem do dyspozycji dr. Schumanna, który ma tu przeprowadzić specjalne zadania. Wtedy Schumann zabrał głos. „Chciałem uwzględnić wasze dziecinne przesądy i nie zmuszać was do posłuszeństwa, które was w obozie absolut­nie obowiązuje. Widzieliście, że przy mojej technice operacyjnej ca­łe moje zadanie trwałoby bardzo długo. Jestem wenerologiem i nie mam zamiaru stać się chirurgiem. Główny komendant polecił wam wykonać te operacje pod moim kierunkiem. Będzie to z korzyścią dla obozu, potrzebującego siły roboczej młodych Żydów, jak również i dla samych pac­jentów, którzy najdalej po tygodniu pobytu w szpitalu wrócą do swoje pracy”.

Podczas tych operacji ofiarom usuwano jądra, naświetlone wcześniej promieniami Roentgena, poddając je dalszym badaniom medycznym. O przymuszaniu przez lekarzy SS do wykonywania tych operacji lekarzy-więźniów dr Dering pisze jeszcze dalej:

„Zebrałem niezwłocznie na bloku chirurgicznym przede wszystkim zainteresowanych, a więc dwóch kolegów chirurgów – dra Jana Grabczyńskiego z Krakowa i Zbigniewa Sobieszczańskiego. Zaprosiłem kilku starszych kolegów lekarzy, między innymi prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego Jana Olbrychta, mjr. dra Rudolfa Diema z Warszawy, dra Władysława Fejkla z Krakowa, dra Leona Wasilewskiegoz Poznania, z żydowskich lekarzy dra Samuela Steinbergaz Paryża, z nie-lekarzy inż. Adama Kuryłowicza z Warszawy. Przed­stawiłem zebranym wymagania niemieckie i ewentualne konsekwencje dla wszystkich, zarówno pacjentów jak i lekarzy, w razie sprzeciwu. Cze­kałem na wypowiedzenie się wszystkich, chodziło tu bowiem nie o mnie jednego, ale o cały zespół ludzi ze szpitala jak i o przeszło 80 pacjentów. Absolutnie nikt nie radził protestować, uważając to za zbyt ryzykowne. Argumenty kolegów na ogół pokrywały się. Najpoważniejszy wie­kiemi stopniem prof. Olbrycht, jako medyk sądowy, a więc mający do czynienia z medycyną i prawem, zajął stanowisko, które zostało jednogłośnie przyjęte jako zgodna opinia zebranych. Zdaniem profesora jesteśmy w oboziew warunkach wyjątkowych, przeciwnych wszelkim prawom międzynarodowym, ludzkim i boskim, 88 osób pozbawionych przez naświetlania promieniami Roentgena jednostronnie gruczołów płciowych w wypadku odmowy pobrania przez nas na drodze operacyjnej próbek lub całych zni­szczonych gruczołów, zostaje narażonych na utratę życia. Abstrahując od jakiegokolwiek prawnego punktu widzenia, obowiązkiem naszym w istniejących warunkach obozowych jest ratowanie życia ludzkiego za wszelką cenę. Jego zdaniem, przyjętym przez zebranych, było: usunąć zniszczone gruczoły,  które praktycznie po zadziałaniu promieniami X są nieczynne,a więc dla organizmu bez znaczenia, a w pewnych – wprawdzie rzadkich przypadkach – stanowiących groźbę ewentualnego nowot­worowego bujania, nawet niepożądanych. Za to ratujemy 88 młodych is­tnień ludzkich, z  zachowanymi jednostronnie zdrowymi gruczołami płciowymi, gwarantującymi pełnię życia płciowego. Poza tym w ten sposób nie ryzykujemy też niebezpieczeństwa kar, do śmierci włącznie, dla personelu szpitalnego”.

SYTUACJA BEZ WYJŚCIA

Lekarze-więźniowie zdawali sobie sprawę czym grozi odmowa przeprowadzenia operacji. Wcześniej pod Ścianą Straceń zostali rozstrzelani inni lekarze: dr Czesław Gawarecki (nr 14825), dr Julian Kozioł (nr 11379),dr Wilhelm Türschmied (nr 11461), który odmówił podpisania Volkslisty, a także dr. Stefan Żabicki (nr 11016), który zginął z okrzykiem „Niech żyje Polska”.

Władysław Dering. Zdjęcie powojenne. z zasobów IPN

Decyzji podjętej przez dr. Deringa i innych lekarzy broniw swoich wspomnieniach stomatolog, prof. dr hab. Janusz Krzywicki (nr 74593): „Uzmysłowić sobie musimy,że odmawiającym wykonania rozkazu funkcjonariuszowi SS groził blok nr 11 ze wszystkimi następstwami. Zabiegi,które rzucają złe światło na chirurgów musiały być przeprowadzone. Lekarze chirurdzy ratowali w ten sposób życie wielu delikwentek i delikwentów, wykonując je lege artis, bo w przeciwnym razie wykonaliby je lekarze SS, a może nawet podoficerowie sanitarni SDG [SanitätsdienstgradeAC], nie liczący się czy nawet przeżyją je operowani. „Naukowcy” hitlerowscy musieli mieć te tkanki dla stwierdzenia i potwierdzenia skuteczności sterylizacji kobiet i mężczyzn, naświetlanych promieniami X emitowanymiz siemensowskiej bomby rentgenowskiej, zainstalowanej w szpitalu obozu kobiecego w Birkenau. Przecież i tam była spora obsada pielęgniarska wyłącznie kobieca, złożona z Żydówek słowackich.

Z zachowanych ksiąg chirurgicznych z bloku szpitalnego nr 21, których analizy Wójcik nie dokonał, wynika, że takich zabiegów od 10 września 1942 r. do 15 stycznia 1945 r. wykonano około 180. Lekarze SS jako pierwsi operatorzy przeprowadzili ich 14, pozostałe – około 165 – jako pierwsi operatorzy wykonali lekarze-więźniowie. Dr Dering był przy nie więcej niż 130 zabiegach, a jako pierwszy operator wykonał ok. 80 kastracji. Dr Grabczyński jako pierwszy operator – około 70 a dr Zbigniew Sobieszczański (nr 77022) – najmniej, bo tylko około 15.

LITERATURA FAKTU Z PRZYPISAMI

W rozdziale pt. „Niech przyszłość wyda wyrok” Michał Wójcik próbuje przekonać czytelnika, że powstanie i walka o wyzwolenie więźniów KL Auschwitz, o które jego zdaniem wręcz błagał Józef Cyrankiewicz, przywódca lewicowego ruchu oporu w obozie, było negowane przez AK rzekomo ze powodów politycznych. W Komendzie Głównej zdecydowało bowiem przeświadczenie, „że ruch oporu w obozie opanowały czynniki lewicowe, „Żydzi i internacjonały”! Pomoc im się po prostu nie należy. Bo ich racja stanu nie jest jednoznacznaz polskim interesem narodowym”.

W rzeczywistości uderzenie oddziałów AK na niemiecką załogę obozu mogło nastąpić tylko w wypadku powszechnego powstania na ziemiach polskich lub próby wymordowania więźniów przez opuszczających obóz esesmanów. Nie doszło do żadnej z tych sytuacji. Atak w innych okolicznościach nie miał szans powodzenia, ponieważ przewaga sił niemieckich była olbrzymia.

Książkę Michała Wójcika należy zaliczyć do literatury faktu – są w niej autentyczne postacie i wydarzenia, lecz ich opis oparty jest w dużej mierze na przypadkowo zebranym materiale historycznym, w sposób bardzo dowolnie zinterpretowanym, przede wszystkim w części poświęconej KL Auschwitz.

Z powieści autor zaczerpnął technikę narracji i beletryzację zdarzeń, z naukowymi tekstami łączą jego opowieść przypisy. Są one jednak wybiórczo dobrane i nie pozwalają czytelnikowi sprawdzić prawdziwości faktów, które autor bardzo tendencyjnie interpretuje. A najbardziej jest widoczne w opisie postaci rotmistrza Pileckiego i jednego z jego najbliższych współpracowników – dr. Deringa.

Adam Cyra, historyk,, autor wielu publikacji poświęconych obozowi, m.in. „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki” (2000), „Pozostał po nich ślad… Życiorysy z cel śmierci” (2006). Przygotował do druku biografię dr. Władysława Deringa wraz z jego wspomnieniami, których publikacji odmówił Instytut Pileckiego w Warszawie.

Adam Cyra

Oświęcim, 13 maja 2026 r.

============================================================================

Michał Wójcik odpowiada na krytykę: Nie ja tendencyjnie dobieram źródła

Adam Cyra rozstrzyga, które źródła są wiarygodne, a które nie. Które należy brać pod uwagę, a które można sobie darować. Łapie za stary sprawdzony wytrych i tu jego „wprawne oko historyka” ani drgnie (…) szyje obrzydliwymi nićmi.

W „Ale Historia” „Gazety Wyborczej” znalazła się polemika z moją najnowszą książką „Zemsta. Zapomniane powstania w obozach zagłady. Treblinka, Sobibór, Auschwitz” zatytułowana tak, by czytelnik nie miał żadnych złudzeń: „Tendencyjna literatura faktu. Michał Wójcik chciał zohydzić Witolda Pileckiego”.

Tekst wyszedł spod pióra dr. Adama Cyry, jak można przeczytać w dołączonej przez niego notce, (…) autora publikacji o Witoldzie Pileckim. Z obowiązku dodam, że (…) jest również autorem bloga o daleko idącej nazwie „Wprawnym okiem historyka”.

To wprawne oko dostrzegło w moim tekście błędy, przeinaczenia, przypadkowo dobrane źródła, tendencyjne ich interpretowanie, złą wolę, nieuprawnione oskarżenia, w końcu zaś – zamiar celowego zohydzenia pamięci słynnego „ochotnika do Auschwitz”. Strasznie dużo jak na jeden rozdział książki o powstaniach w obozach zagłady. Odpowiem tylko na główne. Dotyczą konspiracji Pileckiego w obozie.

Kto był „czwórką”, a kto nie?

Piszę o dwóch jego współpracownikach. W swoim raporcie z 1945 r. Pilecki ukrył ich tożsamość za numerami, mowa tu o 2 i 4. Pierwszy to warszawski ginekolog i chirurg dr Władysław Dering, znajomy rotmistrza jeszcze z przedobozowej konspiracji, oraz Alfred Stössel, który rządził w szpitalnym bloku nr 28.

Po wojnie, w zgodnych relacjach wielu ocalonych ich postawa, zachowanie i czyny w obozie zostały uznane za pomaganie nazistom w mordowaniu więźniów. Co dokładnie robili? Dr Dering przeprowadzał na więźniarkach i więźniach eksperymenty albo, jak kto woli, „zabiegi medyczne”, które skutkowały śmiercią lub trwałym kalectwem. Stössel zaś specjalizował się w zastrzykach z fenolu i – jak upiera się świadek, więzień Stanisław Głowa – ruch oporu naliczył ich 4 tys. Ludzi. Nie numerów, nie pasiaków, tylko ludzi.

Jak wyglądała taka śmierć? Ci, którzy czytali i słyszeli o ostatnich chwilach o. Maksymiliana Kolbego, prawdopodobnie wiedzą, o czym mowa, choć opisy, które ja miałem przed oczami, każą powątpiewać, czy można to sobie w ogóle wyobrazić.

(…)  Cyrze kontekst, w jakim umieszczam obu panów, ewidentnie nie leży. Tu się zgadzamy. Potem już nie.

Zdaniem p. Cyry Stössel nigdy nie należał do pierwszej piątki Pileckiego ani do żadnej z czterech następnych.

I dalej o Pileckim: „Jednak przeczy sobie w raporcie z 1945 r. lub ten raport został źle odczytany przez historyków”.

Czyli to sam Pilecki się pomylił, a błąd powielili potem historycy? Wydaje mi się, że pan kustosz może tu pisać jaśniej. Przed laty to on utrwalał informację, że Stössel to “czwórka”. Pisząc moją książkę, opierałem się na jego, Cyry, wydaniu raportu Pileckiego, gdzie wielokrotnie wiąże “czwórkę” z tym więźniem. U mnie to błąd, u siebie pan kustosz tego tak nie widzi. To drobiazg, choć symptomatyczny, o tym potem.

W Auschwitz ratował? Tak, ale tylko kolegów

Dalej Cyra zarzuca mi, że ze świadectwa więźnia Aleksandra Góreckiego wyciągam tylko to, co jest mi wygodne. Czy naprawdę czytał moją książkę, czy raczej wyobraził ją sobie po lekturze tytułu? Wyraźnie pisałem o pozytywnych i negatywnych sądach na temat dr. Deringa, zresztą nie tylko u Góreckiego. On akurat był zatrudniony jako fleger, czyli salowy – poznał doktora Deringa dość dobrze. Twierdził, że doktor cieszył się w obozie pełnym zaufaniem esesmanów. Dalej udajemy, że nie rozumiemy, co kryje się za tymi słowami?

Ale p. Cyra brnie dalej i odpowiednio selekcjonuje moje cytaty. Znowu Górecki: „Jest mi wiadomo, że w licznych wypadkach ob. Dering ratował kolegów od gazu, od zastrzyków z fenolu, (…) że wyciągnął z narażeniem się kolegów z karnych lub ciężkich transportów”.

Skoro p. Cyra cytuje ten fragment, dlaczego nie zwraca uwagi na kluczowe słowo: koledzy. Tak, dr Dering uratował wielu swoich kolegów, piszę o tym wyraźnie. Biada jednak temu, kto do jego kolegów nie należał. Wtedy skrupuły były mniejsze.

„Wiadomo mi, że ob. Dering dokonywał kastracji Żydów i Żydówek” – zeznał Górecki i odsyłał do słynnej lekarki w Auschwitz, dr Aliny Brewdy. A ona, żebym nie wiem jak łagodnie obszedł się z jej opisem, zarzuca lekarzowi rzeczy straszne: zabiegi robione niedbale, na wyścigi, co musiało i skutkowało śmiercią „pacjentek”. Nie ona jedna. Podobnie Felicja Pleszowska, dr Dora Lorska (w obozie Kleinova) oraz czeski chirurg dr Karel Sperber. Ta pierwsza twierdziła, że Dering pracował jak rzeźnik, druga zaś, że jego głównymi motywami były sadyzm i nienawiść rasowa.

Być może właśnie tu dotykamy przyczyny, dla której moja książka panu Cyrze się nie podoba. Pisząc o wiarygodności dr Brewdy, rozstrzyga, które źródła są wiarygodne, a które nie. Które należy brać pod uwagę, a które można sobie darować. Łapie za stary sprawdzony wytrych i tu jego „wprawne oko historyka” ani drgnie. Starszy kustosz Muzeum Auschwitz (sic!) szyje obrzydliwymi nićmi.

Żyda boli mniej?

Otóż – podpowiada czytelnikowi – dr Alina Brewda to Żydówka, a co gorsza – po wojnie lekarka Polikliniki Centralnej Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Czyli – czerwona lampka! – UB. Podobnie kolejny mało wiarygodny świadek Dawid Szarbel, syn Abrahama i Liby, który „…po wojnie pracował w UB w Żarach (woj. lubuskie)”. Szkoda, że pan kustosz nie podpowiada wprost, co mamy z tą informacją zrobić. Wyręczę go zatem: czyżby wycinanie jąder (a wcześniej gwałt gumową pałą) żydowskie ofiary bolało mniej? Może mniej obchodziło? A może w ogóle Żydzi mieli to w nosie, bo przecież już kombinowali, jak będą utrwalać władzę ludową? Zeznanie Szarbela, którego Cyra dyskredytuje, jest wstrząsające. Opis 15-minutowej operacji, której został poddany, jeży wszystkie włosy na głowie.

Zabieg przeprowadzili niemieccy lekarze, którym liderował dr Dering. Razem „…robili ironiczne uwagi, że dzisiaj będzie duża ilość jaj na jajecznicę”. Dla Cyry to jakieś przekłamanie. Świadek może i rozpoznał lekarza na zdjęciu, ale musiał się pomylić. Z kolei uwagę ofiary: „poddano mnie temu zabiegowi, bo jestem Żydem” – p. Cyra już sobie darował. Psuje mu perspektywę.

Ale to, co robi z zeznaniem kolejnej ofiary Hanocha Hipki – polskiego Żyda mieszkającego po wojnie w Izraelu – zdumiewa najbardziej. Wprawdzie p. Cyra cytuje słowa Deringa do asystujących przy operacji esesmanów („Proszę, niech i mi pozwoli pan zarżnąć tę świnię…”), ale twierdzi, że tym grubiańskim zachowaniem uratował więźniowi życie. Jak? W jaki to cudowny sposób? Bo skończył operację za Niemca, a dopiero potem wyciął mu drugie jądro. Naprawdę (…) w to wierzy? Tak ma wyglądać ratowanie człowieka?

O czym wiedział Witold Pilecki?

Czy Pilecki mógł nie wiedzieć o tych wszystkich zbrodniach dr. Deringa, swojego najbliższego współpracownika? Dziunka – jak go pieszczotliwe nazywał. Bo tego, że po wyjściu z Auschwitz Dering przeniósł się do prywatnej kliniki kolegi Mengelego – dr. Clauberga, rzeczywiście mógł nie wiedzieć. Bądźmy poważni.

I tu znowu kontruje mnie p. Cyra. Przyznaje, że „prawdą jest, że w obozie Dering był źle postrzegany, ale głównie przez więźniów reprezentujących lewicę socjalistyczno-komunistyczną”.

Zatem zarzuty wobec doktora są wyssane z palca, bo nie tylko pochodzą od Żydów. Pochodzą przede wszystkim – tfuuu! – od komunistów. A ci przecież kłamali jak z nut, wie to każdy Polak mały.

Zatrzymajmy się tu na chwilę. Żydzi i komuniści to również bohaterowie mojej książki. Piszę o nich jako części składowej obozowego ruchu oporu. Ruch ten w wielkim kompleksie Auschwitz-Birkenau nie był monolitem, był podzielony, często skłócony, ludzie bardzo często sobie nie ufali. To była gigantyczna mozaika różnych światopoglądów, działań, postaw czy etyk. Pisanie dziś, że ten czy tamten składnik tej konspiracji był lepszy czy gorszy, nie wydaje mu żadnego świadectwa. Wydaje je temu, kto ośmiela się tak wyrokować.

Obawiam się, że pan kustosz posuwa się tu za daleko. Prawo do udziału w historii Auschwitz daje tylko katolickiej czy narodowej stronie. Zdaniem badacza tylko ona ma prawo konspirować. A co z resztą, na śmietnik pamięci?

Oprawca to nie morderca

I na koniec jeszcze raz Stössel. Opinii o jego postawie jest aż nadto. Fatalną wystawili mu tacy więźniowie-świadkowie jak Władysław Fejkiel, Witold Kosztowny, Stanisław Kłodziński czy Herman Langbein, zaś Czesław Ostańkowicz za zbrodnie “Czwórki” w obozie domagał się, aby go wręcz „wykreślić z listy godnych szacunku więźniów politycznych”.

Moim zdaniem Pilecki znał te zarzuty, wiedział, do czego jest zdolny kolega. Napisał przecież w raporcie, że „… ostatnio 4 miał pewną przykrą manię…”. Dokładnie tak napisał, to jedno krótkie zdanie. Nie jest wyciągnięte z kontekstu.

W swojej książce napisałem, że to zdanie mnie uwiera. Dla pana Cyry to tendencyjne dobieranie cytatów i próba zohydzenia sławnego rotmistrza. Mnie ono wali obuchem w głowę, pana kustosza nie. Do zgody między nami nie dojdzie.

Tym bardziej że pan kustosz robi coś, czego w cywilizowanej wymianie myśli się nie robi. W zasadzie jest chyba na tym polu prekursorem. Wsadza mi do książki słowa, których nie napisałem. Oskarża mnie mianowicie o stawianie filarowi konspiracji zarzutów, których nikt nigdy przede mną nie odważył się stawiać.

„Był nie tylko gorliwym wykonawcą niemieckich poleceń, był mordercą” – zacytował jakoby moje słowa.

W książce, którą napisałem, zdanie to brzmi: „Był nie tylko gorliwym wykonawcą niemieckich poleceń, był oprawcą“.

Oprawca a morderca to nie to samo. Ponieważ te słowa padły, chciałbym, aby (…) ochłonął i jeszcze raz przyjrzał się nazwie swojego bloga. Przymiotnik „wprawny” powinien zastąpić czymś znacznie skromniejszym.

Michał Wójcik

============================================================================

Pozostawiam Czytelnikom mojego bloga oraz innym historykom ocenę wypowiedzi pana Michała Wójcika, z którym dalej nie zamierzam polemizować, ponieważ nie zna nawet dat przywiezienia rotmistrza Pileckiego do KL Auschwitz i jego ucieczki z tego obozu, nie mówiąc o innych błędach, które popełnił. A swoją drogą ubliżanie mi przez pana Wójcika – to nie jest właściwy sposób prowadzenia polemiki ze mną.

Adam Cyra

Oświęcim, 14 maja 2026 r.

Komentarze 2

  • Oby więcej takich miejsc w sieci.Zatrzymałem się przy tym wpisie na dłużej. Czuć, że ktoś tu naprawdę przemyślał, co chce powiedzieć. Lubię, gdy autor pisze tak, jakby mówił do jednej konkretnej osoby.

  • Szanowny Panie Doktorze!
    Od lat mam nadzieję, że będziemy mogli zapoznać się z Pana wnikliwą pracą nad biografią dra Deringa. Może opublikować tekst w innym wydawnictwie? Może w odcinkach w czasopiśmie niezależnym? Nigdy nie poznamy prawdy o tym lekarzu, Polaku z wyboru, gdy będziemy zdani na coraz obficiej pojawiające się jednostronne publikacje, których autorzy nie mają Pana wiedzy, doświadczenia, o kompetencjach nie wspominając.
    Z serdecznymi pozdrowieniami i wyrazami szacunku dla Pana uczciwej pracy!
    Anna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *